4 sierpnia 2017

Rozdział 68

Lucy i Rin Ko stanęli w gotowości, pamiętając też o tym, że mają za zadanie unieszkodliwić dwóch generałów. Wrócili do swoich oddziałów i wtedy też rozpętało się piekło. Ciała spadały zewsząd, gdy ogromne miecze dwóch smoczych generałów — synów króla smoków — natarły na oddział. Nie znali granic czy przeszkód, tylko mknęli przed siebie, aż w pewnym momencie stanęli, zostając zablokowani przez samego Rin Ko. Mężczyzna wymierzył ku nim dwa miecze, wyzywając na pojedynek. Zaśmiali się, lecz przyjęli wyzwanie i ruszyli równocześnie na Rin Ko.
Lucy w tym czasie odparła część oddziału dwóch smoczych braci, blokując dostęp do kolejnych żołnierzy. Nie walczyła na oślep, tylko skupiała się na pokonywaniu bardziej znaczących wojowników, z którymi, o dziwo, wygrywała.
Życzyła powodzenia Rin Ko i sama skupiła się na swoich przeciwnikach, gdy nagle ponownie dookoła zawrzało. Lawina ognia spłynęła na cały oddział pięciotysięcznika, paląc żywcem wszystkich, którzy znajdowali się na jego drodze.
Lucy odruchowo zasłoniła oczy przed gorącem, lecz gdy ogień dotarł do niej, ta nie odczuła go w najmniejszym stopniu.
— Co jest? — spytała.
Podniosła ręce i przyjrzała im się im. Szalejące płomyki przechodziły przez jej ciało, nie zatrzymując się choćby na moment. Wzdrygnęła się, gdy po fali ognia pozostało tylko puste pole i spopielone ciała.
— To jest zakazane — szepnęła, przypominając sobie, co Rin Ko mówił o smoczych prawach i o tym, że magii nie można używać podczas bitew. Jednak Król Smoków Ognia złamał ten zakaz, a na polu została tylko ona i sam król.
Mężczyzna wyglądem przypominał ojca Rin Ko. Był wysoki i potężnie zbudowany. W jego spojrzeniu brakowało litości czy skruchy. Przybywał z jednym powodem na pole bitwy, a tym razem tym powodem był okrutny mord wymierzony w króla wszystkich smoków.
Lucy zatrzęsła się.
Nie miała szans pokonać mistrza ognia. Nawet nie próbowała tego dokonać, gdy nagle ogromny młot zaczął spadać prosto na nią.
Tkaj i niszcz — powiedział Głos w jej wnętrzu. — Już raz cię tego nauczyłam. UNIKNIJ!
Jak zaklęta, odskoczyła i wyglądała kawałek za smoczym królem. Ponownie zamachnął się, lecz taniec Lucy zaczął ogarniać całą walkę. Nie wahała się stąpać tak, by uniknąć ciosów.
Uderz w niego! — rzekł ponownie Głos.
Czy ten zamach wykonana w wyniku własnych umiejętności, czy może jakaś nieznana siła podpowiedziała jej, co ma zrobić? Nie wiedziała. Po prostu wbiła miecz w szczelinę między pachą a zbroją. Przeciwnik zamachnął się ogniem, ale gorące języki nic jej nie zrobiły.
Napięła mięśnie, wbijając miecz do samego końca.
Wybuch nieokiełznanego gorąca uderzył w nią. Została odrzuca daleko za siebie, aż natrafiła na skałę, która ją zatrzymała. Upadła na ziemie, tracąc przytomność. Przedtem usłyszała przerażający krzyk Rin Ko i poczuła ten wżerający się w jej ciało ból.

Gwałtownie podniosła się i rozejrzała po pomieszczeniu, w którym się znalazła. Był to wysoki namiot, należący do jednego z generałów. Leżała na łóżku stworzonym z licznych materiałów, dzięki czemu jej ciało nie było tak obolałe jak się spodziewała.
Nagle złapała się za lewe oko, na którym założony miała gruby bandaż. Zsunęła się po łóżku i podniosła, dopiero teraz dostrzegając, że reszta jej ciała jest również pokryta opatrunkami.
— Co jest? — spytała, ale wewnątrz nie było nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na jej pytanie.
Nagle do środka wszedł Eric. Jego promienny uśmiech sprawił, że cofnęła się ze strachu. Mężczyzna przybliżył się do niej, po czym przewrócił na łoże, dotykając po twarzy, szyi i barkach. Nie miała sił, by walczyć z silniejszym od siebie, ale w końcu sam Eric przestał. Spojrzał na nią ciepło i rzekł:
— Cieszę się, że obudziłaś się w końcu.
— Co się stało? — spytała drżącym głosem.
— Pokonałaś Króla Smoków Ognia.
— Ja?
Kiwnął głową.
Podniosła się nieznacznie i ponownie przeszył ją kłujący ból w oku.
— Jednak zostałaś poparzona przez magię, która powstała przy jego śmierci — wyjaśnił niespodziewanie.
Poparzona? Nie mogła uwierzyć. Pamiętała, że z początku ogień nawet jej nie dotknął, więc dlaczego miałaby zostać przez niego tak potraktowana? Eric natychmiast dostrzegł jej zmieszanie i powiedział:
— Śmierć króla smoków to ważne wydarzenie. Podczas niego magia osiąga stan krytyczny, dlatego walki zazwyczaj odbywają się między dwoma smoczymi królami, a nie królem i małą dziewczynką.
— Ja pokonałam króla? — zapytała jeszcze raz.
— Tak, a Rin Ko zabił jego dwóch synów, co oznacza, że tron zostanie oddany osobie, która pokonała króla…
Z początku słowa Erica nie dotarły do Lucy.
Siłowała się z własnym ciałem, aby chociaż ułożyć się wygodniej. Jednak gdy w końcu dotarło do niej wyjaśnienie Erica, całkowicie zamarła.
— Ja? — Wskazała na siebie. — Ale to niemożliwe.
— Możliwe, moja mała Lucy. — Pogładził jej twarz. — Lucy, to od dawna było ci przeznaczone. Ogień jest twoim przyjacielem, więc nie odrzucaj go.
— Kiedy ja nie potrafię posługiwać się nim.
— Umiesz.
— Ale czy nikt nie będzie próbował mnie zrzucić z tronu?
— Nie, jeśli zgodzisz się poddać Królowi Smoków, wtedy on jako nosiciel ognia przejmie większość twoich obowiązków i uchroni cię przed niebezpieczeństwem.
— A Rin Ko? — Próbowała dowiedzieć się o przyjaciela. — On jest dla mnie tak ważny.
— Jeśli staniesz się smoczym królem, to na pewno będziesz mogła go ochronić. Poza tym chyba już zyskał szacunek u ojca, szczególne teraz, kiedy jego młodszy brat poległ w bitwie.
— Co?
— Nie martw się, nic mu nie jest.
Odetchnęła z ulgą.
— A ty, czego ode mnie chcesz? — zapytała w końcu o coś, co intrygowało ją od samego początku, od momentu, w którym tylko spotkała Erica.
— Oddaj mi się — odpowiedział bez najmniejszych skrupułów.
— Nie — odparła za szybko.

Eric odsunął się od dziewczyny, a wyraz jego twarzy nie zmienił się, choć dało się odczuć zmianę nastroju. Nie cieszył się z jasnej odpowiedzi dziewczyny, ale nie było też widać, by poddał się. Wyszedł z namiotu, ponownie zostawiając dziewczynę w środku.