14 stycznia 2017

Rozdział 36

Otrzepując się z szarego pyłu, który przylgnął im do ubrań, powoli schodzili na ląd, będąc powitani przez tutejszych powietrznych marynarzy. Ciepło odwdzięczając się kolegom po fachu, odmachali im, chcąc jednak jak najszybciej znaleźć się w pałacu i wyciągnąć z Komui’a wszystko, co ma do powiedzenia.
— Od razu pęknie, czy trzeba użyć ciężkiej artylerii? — zapytał niewinnie Hughes, podejrzanie zacierając rączki z radości.
Lucy podrapała się po głowie, po czym rozejrzała się dookoła, dostrzegając zbliżającą się z oddali sylwetkę dobrze znanej jej księżniczki, której nikt nie towarzyszył.
— Podejrzewam, że już się domyślił, dlaczego wróciliśmy — odparła pani Dragon, idąc w stronę pałacu.
— Bardzo możliwe. — Jej słowa potwierdził Kurtis, który był wyraźnie przygotowany na spotkanie z tajemniczym księciem. Z wyjętym ostrzem, które delikatnie połyskiwało w świetle promieni słonecznych, kroczył spokojnie ku pracodawcy, nie wykazując żadnej przesłanki o prawdopodobnej litości. Paliła od niego żądza mordu, którą po raz pierwszy doświadczyli Lucy i Natsu, choć ci nie do końca rozumieli tak przesadną reakcję przyjaciela.
— Lucy! — wrzasnęła donośnie Amelia, rzucając się na niewinną dziewczynkę. — Który miesiąc? — zapytała niemalże natychmiast, kładąc rękę na brzuchu pani Dragon.
— Twój ostatni, jeśli zaraz nie przestaniesz! — wysyczała złowieszczo Lucy.
Księżniczka, wyraźnie rozumiejąc intencję koleżanki, posłusznie zeszła z niej i odeszła na dobre kilka kroków.
— Przepraszam — powiedziała, nie wykazując jednak ani odrobiny skruchy.
Lucy westchnęła, po czym zaciekawiona nagłym, nietypowym dźwiękiem, spojrzała w stronę tylnej brany, z której wyłonił się tajemniczy, ciemny kształt. Pędząc niczym wiatr i zostawiając za sobą jedynie kłęby kurzu, wił się ku całej załodze, wprawiając drewniane części platformy w delikatne drgania. Nikt nie pojmował, kim jest przeciwnik, ani czego chce, jednak z czasem, kiedy cel znalazł się bliżej nich, dostrzegli zarys postaci, łudząco przypominającej Komui’a.
Zdyszany, machając energicznie rękoma na bok, rozpaczliwie krzyczał, jednak z jego wypowiedzi dało się zrozumieć tyle, co nic. Ciągły szloch i stąpanie niczym grzmot całkowicie zagłuszały normalny odbiór, dając jedynie zrozumieć pojedyncze słowa.
— A więc tu się schowała, gnida! — rzekła złowieszczo Kurtis, podnosząc rękę z kataną na wysokość barków.
On nie zawaha się go zabić, pomyślała równocześnie cała załoga.
Nagle Komui podskoczył. Jego ciało unosiło się nad ziemią tak swobodnie niczym taniec baletnicy w szczytowej formie. Frunął wysoko nad ziemię, kręcąc się dookoła własnej osi, zalewając równocześnie znajdujących się obok ludźmi łzami. Kiedy jednak zaczął powoli opadać, zmienił delikatnie pozycję, aż w pewnym momencie łagodnie opadł na ziemię, klęcząc pokornie przed Lucy i wbijając czoło przed jej stopami.
— Przepraszam najłaskawsza, najpiękniejsza, najdostojniejsza, najłagodniejsza, najwybaczalniejsza, najcudowniejsza i najpiękniejsza, jeśli tego jeszcze nie mówiłem! Wybacz o królowo mi tej niegodziwy występek zatajenia prawdy o posiadaniu broni i wiedzy na temat miejsc pozostałych, ale ja, robak, glizda i bakteria, uczyniłem to z myślą o waszej dostojności, więc proszę pokornie o wybaczenie i życie, AMEN! — krzyknął na koniec, jeszcze raz uderzając czołem o podłogę.
Zmieszana, nie wiedząc, co może dalej powiedzieć, zwróciła się z prośbą do Natsu. Jednakże po przemowie Komui’a był on równie zszokowany co ona sama, blokując wszystkie, logiczne myśli, jakie mogły w tej chwili pozwolić mu udzielić sensownej odpowiedzi. Wzdychając, spojrzała na resztę towarzyszy, lecz po ich minach dało się tyle samo wyczytać, co od Natsu. Nie miała wyboru. Pozostało jej tylko jedno rozwiązanie, na które zgodziła się z obrzydzeniem.
— Wybaczam… wybaczam ci — powiedziała po chwili, z trudem przełykając ów słowa. 
Rozradowany Komui podniósł grzecznie głowę, ukazując wręcz promieniującą twarz, z której jednoznacznie dało się odczytać prawdziwe szczęście.
Powstał i otrzepał się z zebranego wcześniej kurzu, poprawiając zielony płaszcz. Odchrząknął, po czym rzekł donośnym głosem:
— Drodzy poszukiwacze przygód! Chciałbym gorąco wam pogratulować. Zdobyliście bardzo ważny artefakt, który pozwoli nam rozwiązać zagadkę sprzed czterystu lat. W ramach nagrody zechciejcie przyjąć miecz króla Natsu I, którego dla was przetrzymywałem…
— Kłamca! — syknęli zebrani równocześnie, nie chcąc dalej słuchać naiwnej przemowy księcia.
— Jak sobie chcecie — odburknął pod nosem Komui.
— Ale broń nam dasz — dodała pośpiesznie Lucy, nie chcąc tracić okazji do zdobycia Świętej Broni.
Komui westchnął, wiedząc, iż pertraktacje z młodą dziewczyną nie będą jednym z najmilszych wspomnień, jakie uzyska w życiu. Dlatego zaraz poprawił osuwające się z nosa okulary, przyjmując wyraz pełen powagi. Czasami był czas na zabawę, lecz bywały dni, w których odpowiednie zachowanie stawało się priorytetem.
— Natsu, chodź za mną — odparł książę, nie chcąc dłużej przeciągać rozmowy. — A was proszę o pozostanie tutaj i przygotowanie się do dalszej podróży. Resztę wyjaśni wam Natsu, gdy już wróci.
Załoganci wymienili się spojrzeniami, lecz natychmiastowa reakcja Natsu uświadczyła ich w przekonaniu, że najlepszym rozwiązaniem będzie usłuchać ich pracodawcy. Zaraz wrócili na statek wraz z Kurtisem, któremu opadł cały zapał do mordowania, i Musicą. Jedna Lucy została na lądzie przyglądając się oddalającej się sylwetce Natsu. Pragnęła pójść razem z nim, choć rozumiała, że w pewne sprawy nie powinna się mieszać… Jednak czy tak na pewno jest dobrze, pomyślała, martwiąc się, jak bardzo zdążą się od siebie oddalić zanim się zorientują, że już jest za późno.
Niepokojący chłód przenikał przez cienkie ubrania młodego maga, sprawiając, iż na jego ciele zaczęły się pojawiać dreszcze, które od czasu utraty mocy coraz częściej go prześladowały. Prowadzony przez tajemniczego księcia między kolejnymi przejściami i mrocznymi korytarzami coraz bardziej wątpił w dobre intencje Komui’a. Okłamał ich — była to niezaprzeczalna informacja, której nie dało się podważyć. A jednak w całej ten sprawie był mały haczyk, który sprawiał, iż wątpliwości nie zaprzestawały dręczyć wystarczająco obciążonego umysłu Natsu.
— Boisz się? — zapytał nagle Komui.
— Dlaczego nie powiedziałeś nam o broni? — odpowiedział pytaniem.
— Są rzeczy, które należy robić po kolei. Gdyby jakiś etap czynności został zakłócony, nie bylibyście w stanie odnaleźć reszty broni — wyjaśnił książę.
— Nie rozumiem.
— Jeśli chcesz zrobić ciasto, najpierw dodajesz kolejne składniki, wyrabiasz je i pieczesz, gdybyś jednak najpierw upiekł same składniki, to nie stworzyłbyś ciasta, tylko oddzielne składniki — wytłumaczył szczegółowo.
— Czyli sugerujesz, że Święte Bronie stanowią jedną całość.
Nagle Komui zatrzymał się i spojrzał wzrokiem pełnym zdziwienia i zadumy na młodego wojownika. Trzymając w dłoni palącą się pochodnię, przychylił ją delikatnie na bok, po czym przysunął się do ściany i oparł się o nią.
— Nie jesteś wcale taki głupi — powiedział Komui.
— Dzięki za komplement, ale dalej wolałbym byś dał mi broń i wyjaśnił resztę — rzekł stanowczo Natsu.
W odpowiedzi dostał jedynie kiwnięcie głową. Komui wyraźnie obojętny na oczekiwania Dragona odwrócił się i zaczął iść w stronę końca korytarza, jakby zamierzał dokończył rozmowę w miejscu, do którego zmierzali.
Dawny Pogromca Smoków przestawał do końca pojmować istotę zachowania następcy tronu. Choć na początku sądził, że jest to tylko beztroski dzieciak, teraz dostrzegał jakby niósł na barkach ciężkie brzemię. Nie wydawało mu się, by ktokolwiek inny, szczególnie rodzina, wiedziała o tym, więc tym bardziej niepokoiły go zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Porównanie do ciasta i to zdziwienie, gdy Natsu połączył fakty, były wystarczającym dowodem na winę Komui’a. Jednak istniało pytanie, czego się dopuścił książę.
Nagle w korytarzu rozbłysło jasne światło, które na moment pozbawiło Dragona widzenia. Zasłaniając nieudolnie ręką oczy, próbował w jakiś sposób chronić cenną część ciała, lecz po kilku sekundach zorientował się, iż nie jest to konieczne. Chwilowe oślepienie minęło, a rażąca struga światła przyjęła łagodny odcień, dzięki czemu bez żadnych problemów mógł wejść do niewielkiego pomieszczenia przypominającego biblioteczne. Okrągłe, z dookoła porozstawianymi księgami na obrzeżach ścian. Po środku stało jedynie niewielkie, w pełni zagracone papierami biurko, na którym również spoczywał miecz o czerwono krwistej rękojeści w kształcie smoka.
Natsu przybliżył się do ostrza, lecz zaraz został powstrzymany przez Komui’a, który uderzył wierzchnią część dłoni Dragona zwiniętymi dokumentami w rulon.
— Zegarek jest tylko miską, w którym jedynie zostaną zamieszone poszczególne składniki. Święte Bronie to tylko jajka, masło czy co jeszcze chcesz, by wyrobić masę — zaczął tłumaczyć Komui, używając dalej nietypowych porównań — ale musisz pamiętać, że jeśli chcesz zrobić biszkopt, wcześniej musisz ubić białka. Tak jak zostali powoływani kolejni członkowie Świętych Wojowników, tak i wy musicie szukać i zdobywać kolejne bronie. Jeśli zaczniecie w złej kolejności, broń ukryje się przed wami.
— No jasne! — krzyknął Natsu. — Przecież poszukując broni Arminy lecieliśmy w obie strony tą samą trasą, a jedynie z powrotem odnaleźliśmy Melody i Hansa.
— Dlatego mogę pozwolić ci dotknąć tej broni, ale nie możesz jej ze sobą zabrać. Czeka na was bardzo trudne wyzwanie, z którym możecie sobie obecnie nie poradzić — dokończył, dziwnie spoglądając na jedną ze Świętych Broni. — Musicie polecieć na Trzeci Kontynent, to jedyne rozwiązanie w tej sytuacji.
— Rozumiem. — Natsu kiwnął głową. — Ale chciałbym najpierw cię o coś zapytać.
— Jasne.
— Czy ja o czymś zapomniałem?
Wyraźnie zaskoczony Komui podszedł do swojego biurka, siadając na stosie papierów. Powoli zastanawiając się nad odpowiedzią, coraz mocniej utwierdzał Natsu w przekonaniu, że nie jest mu nic wiadome na ten temat. Mógł zapytać jeszcze Lucy, ale wątpił, by ona udzieliła mu szczerej odpowiedzi.
— Już nic — odparł niespodziewanie Dragon. — Szybko załatwię rozmowę z tatusiem i wyruszam razem z załogą.
— Dobrze, tylko się nie zdziw — ostrzegł go niejasno Komui. — Dbaj o swoją żoną, bo jeśli ją stracisz, żal ogarnie całe twe serce.
— Co to ma być za rada? — Natsu zaśmiał się radośnie, choć w głębi serca rozumiał, co tymi słowami chciał przekazać mu Komui.
Nie chcąc dłużej zastanawiać się nad dręczącymi go kwestiami, podszedł do Świętej Broni. Przełknął ślinę i powoli zaczął zbliżać dłoń do ostrza, czując z każdym centymetrem, że nietypowe ciepło zaczyna otulać jego ciało. Od tak dawna nie czuł takiego żaru, jakiego kiedyś doświadczał na co dzień. Nie chciał się oszukać. Pragnął jeszcze dłużej czuć je, napawać się każdą chwilą przyjemnego mrowienia, ale mógł zostawiać siebie również w niepewności.
— Niech to szlag! — wrzasnął, dotykając równocześnie opuszkiem palca palącego miecza.

6 komentarzy:

  1. Tak tak tak!!! To było boskie. Zdecydowanie, najlepszy rozdział. Czekam na next z niecierpliwością, kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Po sesji postaram się, by rozdziały ukazywały się przynajmniej raz na 1,5 tygodnia!
      Wielkie dzięki :)

      Usuń
  2. Witam Aniołku :)
    Nie wiem co się dzieje w tym opowiadaniu, ale już je pokochałam. Lubie taką tematykę, a zdobyłaś moje serce tym ogniem. Dodatkowo pierwszy rozdział, który przeczytałam (ten) jest emocjonujący.
    Jestem pewna, że w następnym rozdziale, również mnie zobaczysz, bo oczywiście dodaje do listy czytelnika.
    Pozdrawiam i życzę weny x
    Ps. Miło by było gdybyś wpadła z wizytą do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy!!! Mam nadzieję, że zostaniesz, a kolejne rozdziały cię nie zawiodą!
      Sprawdzałam twojego bloga, ale tematyka nie jest dla mnie :(

      Usuń
  3. Wow, co za zwrot akcji! Jestem zachwycona! :D

    OdpowiedzUsuń

Byłeś, przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że ktoś coś napisał :)