29 kwietnia 2017

Rozdział 54

Oczy Lucy napełniły się łzami, gdy z oddali spojrzała na budynek jej dawniej gildii. Stała niemal naprzeciw niego, próbując ręką sięgnąć tej wysokiej wieżyczki, którą nieustannie odbudowywali po każdych atakach na Magnolię. Napis „Fairy Tail” i znajdująca się obok niego figurka wróżki z ogonem sprawiała, że w sercu dziewczyny budziły się bolesne wspomnienia. Kochała członków gildii jak własną rodzinę, lecz teraz dane jej było patrzeć jedynie z daleka na miejsce, które kiedyś nazywała domem.
Przeszła przez las, powoli kierując się w stronę cmentarza, gdzie została pochowana wraz z Natsu. Ryzykowała wiele, ale musiała poznać prawdę i zmierzyć się z przeszłością, by móc pójść dalej. Na sercu ciążyło jej poczucie winy. Spoglądając na drewniane ławeczki, na których wciąż siedzieli ci sami starsi panowie, jeszcze mocniej zaciągała kaptur na głowę. Ci sami mężczyźni płynęli na gondoli przez kanał, a ona powstrzymywała się od podejścia pod sam kraniec, by móc usłyszeć przynajmniej ten ostatni raz „panienko, odsuń się, bo wpadniesz”.
Ścisnęła dłoń przy piersi i rozpłakała się. Nawet nie myślała o tym, co było, gdyby ktokolwiek z gildii teraz ją zobaczył. Czy rozpoznałby ją? Stała się zupełnie innym człowiek. Ubierała się doroślej, jej włosy stały się cieńsze, a twarz zmarniała. Schudła do tego stopnia, że z jej obfitych piersi pozostały nadal dorodne, ale dużo mniejsze zaokrąglenia. Czuła się obco wśród swoich, dlatego ruszyła biegiem, nie patrząc, nie wspominając, aż dotarła pod sam cmentarz.
— Lucy, nie poddawaj się — powiedziała do siebie.
Podciągnęła rękawice i, gotowa do zobaczenia własnego grobu, przeszła kawałek, szukając właściwego nazwiska. Nie potrzebowała na to dużo czasu. Gdy tylko jej oczy zetknęły się z miejscem pochówku położonym na najwyższym wzniesieniu, otoczonym przepięknymi kwiatami i zniczami, wiedziała, że to koniec. Sercem targały nieustanne watpliwości, ale mimo to podeszła i stanęła nad własnym grobem, czując żal, poczucie winy i pogłębiającą się samotność.
Gwałtowny wiatr zerwał z głowy kaptur, odsłaniając całą twarz dziewczyny. Dziękowała w duchu, że nikogo w pobliżu nie ma. Nawet nie próbowała sobie wyobrażać sytuacji, w której ktokolwiek mógłby ją rozpoznać. Nie, to niemożliwe, pomyślała, kręcąc głową.
Przybliżyła się i dotknęła opuszkami palców wygrawerowanego napisu „obyście zaznali spokoju, drodzy przyjaciele”.
Ręka Lucy opadła bezwładnie. Płakała nieustannie, nawet nie ocierając łez. Czuła uporczywy ból ściskający ją w klatce piersiowej, który po prostu nie chciał odejść. Błaga, prosiła, by ten koszmar się zakończył, ale to była jej decyzja. Jeśli miała pójść dalej, musiała się cofnąć, by zostawić resztę za sobą.
— Lucy? — usłyszała głos dobiegający zza niej.
Przerażona gwałtownie obróciła się i szybko użyła nici, którymi oplotła Lisannę w całości. Dziewczyna pisnęła z bólu, dlatego Lucy zaraz poluzowała uścisk. Co robić, co robić?, pytała bez przerwy, ale odpowiedzi nie przychodziły.
— Przepraszam — szepnęła ostatecznie.
— Ty żyjesz? — wymamrotała najmłodsza Strauss. — Ty żyjesz? A Natsu? Co? Jak? Dlaczego?
— Przepraszam — powtórzyła jeszcze raz. — Błagam, nikt nie może się dowiedzieć, nikt!
— Szukałam cię! Happy i ja nie straciliśmy nadziei! Lu…
Nićmi rozkazała Lisannie zamilknął. Nie wierzyła, że kiedykolwiek będzie zdolna użyć mocy przeciwko najbliższym, lecz tak musiało się stać. Wahała się, zastanawiając, co zrobić dalej.
Lisanna płakała za szczęścia, widząc zdrową i całą Lucy, która wróciła do domu. Pełna nadziei, że jednak ich rodzina będzie znowu razem, chciała rzucić się na przyjaciółkę i wyrzucić z siebie wszystko, co dusiła w sobie przez niemal półtora roku.
Jednak w interesie Lucy nie było zostać w Magnolii i opowiadać Lisannie o historii z Sarycji czy Trzeciego Kontynentu. Wolała stłumić w sobie wszystko, a następnie przejść do kolejnego etapu planu. Obejmował on nie tylko losy załogi czy państwa, które udzieliło im azylu, kiedy go potrzebowali, ale także Fioree, domu Lucy.
Lucy odwróciła się, wciąż trzymając kurczowo Lisannę nićmi. Z bólem serca oddaliła się w okolicę starego dębu, który stał tam, od kiedy tylko zaczęła odwiedzać grób matki. Dotknęła dłonią kory, zauważając stojącego naprzeciw niej Zerefa. Chłopak uśmiechnął się blado i dał znać, że już czas.
— Rozumiem — szepnęła.
Ostatni raz spojrzała w kierunku Lisanny, po czym rozmyła się w blasku zachodzącego słońca, nie pozostawiając choćby jednego dowodu na to, że naprawdę przeżyła.

Dawna stolica Sarycji… Niegdyś piękne wieże zamku króla Natsu I pięły się niemal do samych niebios, wyznaczając ten jeden punkt, do którego mogli zmierzać podróżnicy; szukający nowego miejsca do życia, pragnący spełnić marzenia i poznać człowieka, który przyczynił się do wzniesienia krainy miodem i mlekiem płynącej. Echa biegających miedzy uliczkami dzieci wciąż kryły się w długim wyciu silnego wiatru, przemierzającego Pustynię Ciszy i Smutku. Pod chmarą piachu leżały zakopane zwłoki dawnego miasta, przypominając, że kiedyś było to miejsce tętniące życiem.
Lucy przemierzała między wystającymi krańcami wież, przyglądając się dokładnie każdej z nich. Na zwieńczeniach złote kolce strzegły ataku z niebios, jakby sam król obawiał się bogów i ich przedwiecznych mocy. Kamienni strażnicy stali tuż obok wyżej położonej części miasta, ukrywając przerażanie pod maskami z kamienia. Kruszyli się, lecz nadal stali na straży, którą ślubowali pełnić.
— Dlaczego tak wielkie państwo upadło? — spytała nagle Lucy, nie wierząc, że jeden dzień w dziejach ludzkości zaważył o egzystencji tak wspaniałego, ciągle rozwijającego się kraju.
— Ironia kryje się w drobnostkach — zaczął Zeref, siadając na kamiennym bloku. — Gdy szukaliśmy zagrożenia za murami miasta, kryło się ono tuż obok nas. Kiedy widzieliśmy nieprzyjaciół w wrogach, zapominaliśmy, że to bliscy chowają w sobie demony.
— Bardzo często tak jest — wtrąciła Lucy.
— Tak, ale nawet nie wiesz, jak bardzo nasza drużyna była skonfliktowana. Uchodziliśmy za niezwyciężonych Pogromców Smoków, którzy stawią czoła każdemu zagrożeniu. — Opuścił głowę, zastanawiając się, czy dobrze robi wyznając Lucy tak wiele. Rozdrapywanie starych ran bolało go bardzie niż ktokolwiek mógł sądzić. Miano potwora dawno zostało mu nadane, więc kto mógłby martwić się czy jego uczucia zostaną zranione? — Kochałem Natsu, jak własnego brata. Ramię w ramię walczyliśmy w każdym boju. Myślałem, że inni też podzielają moje zdanie… Myliłem się.
Wspomnienia odeszły do czasów, w których żył niemal jak zwykły człowiek. Przemierzał cały kontynent, zdobywając kolejne tereny w imię Natsu I i tytuł Wielkiego Pogromcy Smoków. Przeszłość… cała przeszłość szła za nim nieustannie. Nikomu nie zdradzał swych sekretów, lecz przyszedł czas, by w końcu tego dokonać.
Spojrzał na Lucy, uśmiechnął się delikatnie i zaczął jej opowiadać o Leard — pięknej królowej, które serce swe oddała królowi, a ten oddał jej swoje. Była to para, jakich brakowało w czasach aranżowanych przez rodziców małżeństw. Synonim wierności, miłości i czułości. Jedno dziecko połączyło ich na zawsze, a drugie tylko utwierdziło w przekonaniu, że kochają się ponad życie. Na Leadr wszyscy patrzyli z zachwytem, czując nieokiełznaną zazdrość, którą chowali w głębi serca i nie eksponowali. Gdy kroczyła przez ulice miasta, z zachwytu mężczyźni milkli, a kobiety chowały swe twarze za drzwiami domów. Zeref nie ukrywał, że nawet jego mroczne serce biło szybciej na widok Leadr, dlatego nigdy nie zwracał uwagi na innych towarzyszy. Jednego dnia, kiedy został ciężko ranny podczas bitwy o Sersei, oddalił się, nie chcąc, by ukochana królowa ujrzała go w ciężkim stanie. Chowając się w cieniu, wtedy jeszcze nie wiedział, że spotka człowieka, który pragnął inaczej spoglądać na Leard — nie tylko z miłością, ale też z czystym pragnieniem i niekończącą się namiętnością.
— Acnologia — skojarzyła Lucy, przerywając Zerefowi opowieść.
— Nie inaczej.
Kiwnął głową, kontynuując spowiedź, którą przeniósł do Ludzkiej Ery, trwającej najkrócej ze wszystkich nazwanych przez ludzi okresów. Były to czasy ciężkie. Zaraza panowała na wschodniej części kontynentu, król Natsu stawał się coraz słabszy, a odkrycie pewnego przedmiotu w stolicy Sarycji przyczyniło się do rozpętania piekła.
— Błagam, Lucy, nie oceniaj nas — powiedział Zeref, ruszając w nieznanym Lucy kierunku.
Dziewczyna poszła za Czarnym Magiem, rozglądając się równocześnie dookoła i lustrując przestrzeń znajdującą się wokół nich. Czuła, że to miejsce jest jej znane, ale nie umiała przypomnieć sobie skąd. Do oczu napływały Lucy łzy, a w umyśle rodziły się dotąd nieznane wspomnienia. Jednak wszystko zmieniło się, gdy dotarła pod zniszczony posąg, który przestawiał młodego mężczyznę. Na jego szyi wisiał złoty naszyjnik z kryształem na samym środku.
Zeref podszedł do rzeźby i zdjął z niej biżuterię, następnie podając ją dziewczynie.
— To jest przyczyna całego nieszczęścia — oświadczył niespodziewanie.
— Słucham?
Uśmiechnął się blado.
— To jest przyczyna całego nieszczęścia — powtórzył. — Gdy przesilenie letnie minęło, jedna z naszych grup poszukiwaczy natrafiła na właśnie ten posąg. — Ręką wskazał na wykutą z kamienia postać. — Podejrzewaliśmy, że mogło to być dawne bóstwo, które było czczone przez Wielkim Rozdzieleniem sprzed tysiąca lat.
— Wielkie rozdzielenie? — Zdziwiła się dziewczyna.
— Wydarzenie, o którym dziś niewiele wiadomo. Podobno miało miejsce za czasów smoków, kiedy to na świecie istniał tylko jeden kontynent. Po nim powstały dwa, a czterysta lat temu byłem świadkiem kolejnego zdarzenia, które zrodziło trzeci i czwarty kontynent — wyjaśnił szybko Zeref. — Jednak najważniejsze jest to, że ja i Acnologia zostaliśmy oddelegowani do zbadania zjawiska. Podobno ludzie zajmujący się tą sprawą popadli w całkowity obłęd. Kiedy przybyliśmy na miejsce znaleźliśmy ten kryształ. — Wskazał na kamień ukryty wewnątrz naszyjnika. — Z początku nic się nie działo, ale zacząłem zauważać, że Acnologia chodzi pod ten posąg i rozmawia z nim. Spytałem go o to i odpowiedział mi tylko: „Skoro dawniej ta osoba a bogiem, to może w końcu spełni moje prośby”. I spełnił… — Zawiesił głos.
Głowa opadła mu bezwładnie, a wzrok wbił w ruchomy piasek, który zdmuchiwał coraz silniejszy wiatr. Dłońmi złapał się za ramiona.
Lucy wyciągnęła rękę, chcąc pocieszyć Zerefa, ale zaraz ją cofnęła, przypominając sobie, że mimo wszystko jest on jej wrogiem.
— Tego dnia poszedłem za nim — kontynuował. — Uklęknął przed figurą i wniósł prośbę do tego boga o to, by Leadr zakochała się w nim. Zaśmiałem się, ale chwilę potem zrozumiałem, że Acnologia jest poważny. Odwróciłem się i, już chciałem uciec, gdy usłyszałem nieznany mi głos: „Życie za życie. Śmierć za śmierć. Jedno życzenie za jedno życzenie. Spełnię twoje pragnienie, jeśli ty spełnisz moje” — zgodził się. Nie zastanawiałem się nawet przez moment. Wyskoczyłem z ukrycia i próbowałem odebrać Acnologii ten kryształ. Walczyliśmy, aż ziemia zatrząsnęła się, a nas odrzuciło. Wokół mnie wszystko zmarniało, zwierzęta padły martwe, a rośliny uschły. Acnologia natomiast zaczął zwijać się w niekończącej się agonii.
— Stał się smokiem?
— Tak. — Kiwnął głową. — Ciało Leadr padło przed nami. Cała Leadr była tylko dla Acnologii. Ziemia rozwarła się, a ludzie wokół zaczęli umierać w męczarniach. Próbowałem dostać się do króla, lecz kiedy przybyłem na miejsce, on dobił targu z Wiedźmą Wymiarów. „Życie za życie. Śmierć za śmierć. Jedno życzenie za jedno życzenie” — powiedziała, a ja ze strachu zamarłem. Natsu spojrzał na mnie ciepło i posłał mi ten piękny uśmiech. „Uratuj moje dzieci i ten kraj w zamian za wieczną służbę moich sług”. Wiedziałem kogo ma na myśli.
Lucy podniosła dłonie i zasłoniła nimi usta. W jednej chwili zrozumiała, że Natsu I skazał na nieskończoną walkę ludzi, którzy winni być mu najdrożsi. Wielokrotnie zadawała sobie pytanie, dlaczego dawni Pogromcy Smoków zdecydowali się wstąpić w Święte Bronie. Teraz, gdy otrzymała odpowiedzi, wahała się nad tym, co ma uczynić — uwolnić wojowników czy dokończyć dzieła, które zaczęli oni i ona sama.
— Jaki haczyk w tej umowie? — Musiała wiedzieć, by w końcu podjąć decyzję. — Jaki!?
— Amelia, najmłodsze dziecko zostało wychowane przeze mnie, Natsu trafił do tych czasów. Wojownicy zostali uwięzieni, ale niektórzy mieli własne życzenia.
— Amelia i Hans — szepnęła.
— Hans by nie przeżył.
— Więc skąd te oczy?!
— Sam nie wiem — odparł lakonicznie.
— Co to znaczy, Zerefie?! — krzyknęła, tracąc cierpliwość.
— Kiedy Leadr przybyła do stolicy Sarycji, jej oczy były białe. Od młodości chorowała i to ona odebrała jej wzrok w tak młodym wieku. — Pokręcił głową. — Leadr miała dwanaście lat w trakcie zaślubin.
— Ile? Mówiłeś, że byli w sobie zakochani.
— To prawda. — Miał ochotę wyśmiać sposób myślenia dziewczyny, ale zachował wszystko dla siebie. — Dwanaście lat, w tamtych czasach, odpowiednim wiekiem do zamążpójścia.
— A jak stary był Natsu I?
Zeref nie wytrzymał i zaśmiał się, lecz zaraz odzyskał powagę i odpowiedział:
— Dwadzieścia trzy.
— Zboczeniec — skomentowała cicho.
— Możliwe, ale dla Leadr nie miało to znaczenia. Naprawdę go kochała, a kiedy odzyskała wzrok, jej oczy przybrały złoty kolor, wszystko zmieniło się na lepsze.
Lucy wbiła wzrok w podłoże, obserwując ruchy piasku niesionego przez wiatr. Zastanawiała się nad słowami Zerefa i tym, czy mają one dla niej jakieś znaczenie. Próbowała odnaleźć nic wiążącą ją z przeszłością, ale nie posiadała wystarczająco dużo informacji na ten temat.

— Zerefie, a… — Zamarła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Byłeś, przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że ktoś coś napisał :)