29 kwietnia 2017

Rozdział 55

Rozejrzała się wokoło, ale Czarnego Maga już nie było. Przepuściła może jedyną okazję na odnalezienie prawdy, co wprawiło ją w czystą irytację. Zacisnęła dłoń w pięść i uderzyła nią o posąg. Wtedy też zauważyła iskrzący się w blasku słońca przedmiot, którego w pierwszej chwili nie rozpoznała. Wzięła go i zrozumiała, że jest to naszyjnik z przeklętym klejnotem, który Acnologia odnalazł czterysta lat temu.
— Czym jesteś? — Włożyła biżuterię do kieszeni. — I co mam z tobą zrobić? — dodała.
Została sama na tej niewielkiej wyspie — bez możliwości ucieczki czy zawiadomienia innych o swoim pobycie tutaj. Bała się też spotkać kogoś z grupy La Pradleya, która niewątpliwie czyhała na pozostałe Święte Bronie.
— Lucy! — usłyszała nagle wołanie dobiegające z okolic wieży.
Pełna nadziei podbiegła do miejsca, z którego dobiegał głos, zauważając już z pewnej odległości charakterystyczne, krótkie blond włosy.
— Tamaki! — krzyknęła, rzucając się na szyję przyjacielowi.
— Tak się cieszę!
Chłopak złapał ją w talii i okręcił wokół własnej osi, nie mogąc przestać się cieszyć na widok Lucy. Jednak po kilku obrotach zamarł. Postawił dziewczynę na piasku i odsunął kawałek od siebie, odwracając twarz pełną smutku.
— Co się stało? — spytała, dotykając policzka Tamaki’ego.
Niespodziewanie wbił swoje usta w wargi Lucy, zamierając w długim, romantycznym pocałunku. Oderwał się od ukochanej i rzekł głosem pełnym niepokoju:
— Natsu nas zdradził.
— Co? — Nie uwierzyła. — Nie, pomyliłeś się!
— Natsu cały czas współpracował z grupą La Pradleya. Przesyłał im informacje o nas, próbował zdobyć zaufanie i, kiedy mu się to udało, zaatakował mnie. Ledwo przeżyłem, ale musiałem cię uratować.
— Jak mnie tu znalazłeś?
Nieświadomie, lecz odsunęła się od Tamaki’ego, kiedy w jej sercu zrodziły się wątpliwości. Wokół nie widziała nikogo z załogi, a sam chłopak nie wyglądał na takiego, który stoczył niedawno walkę. Poza tym znalazła się na wyspie dzięki magii Zerefa, więc jak Tamaki tak szybko dostał się na nią? Nie wiedziała…
— Proszę, to ja — zapewniał. — Już wyjaśniam! — Wiedział, że niczego nie zyska, jeśli nie wyzna Lucy całej prawdy. — Dostaliśmy wiadomość od porywaczy, że musimy przynieść do tego miejsca wszystkie Święte Bronie, aby cię odzyskać. Ruszyliśmy w pościg razem z Natsu, ale po drodze spotkałem Katumi’ego. Musiałem go zabić… — jego głos załamał się. — Przepraszam, Lucy. Natsu się przeraził, próbował mnie zaatakować i wtedy… i wtedy…
—… zabiłeś go? — dokończyła szeptem Lucy. Upadła na kolana, asekurując się jedynie dłońmi. Skierowała twarz w stronę podłoża, na które zaczęły spływać kropelki gorzkich łez.
— Przepraszam — powiedział załamany chłopak. — To wypadek. Wiesz, że nad tym nie panuje. — Spojrzał na swoje zabrudzone dłonie. Zacisnął je w pięść, równocześnie zamykając oczy. Czuł bolesny ucisk w piersi, który sprawiał, że miał trudności z oddychaniem. Nie rozumiał, co się z nim dzieje. Po prostu nie rozumiał…
Lucy podniosła się, otarła załzawioną twarz i podeszła do Tamaki’ego, uderzając go prosto w prawy policzek. Zaskoczony gwałtownie zachwiał się, upadając na miękki piach.
— Dlaczego? — spytał.
— Natsu miał ze sobą broń?
— Miał.
— Użył jej?
— Tak.
— TO DLACZEGO NIE MASZ NAWET JEDNEGO CIĘCIA?! — wrzasnęła na całą pustynię.
Zrobiła krok do tyłu, po czym odwróciła się i pobiegła przed siebie. Nie znała celu, do którego zmierza; chciała zostać sama i przyswoić fakt, że Natsu odszedł. Tamaki wołał za nią, próbował sprawić, żeby zawróciła i zaprzestała dziecinnego zachowania, lecz żadne słowa nie docierały do nastolatki. Człowiek, którego kochała, z którym przeżyła tak wiele wspaniałych przygód, właśnie odszedł. Nie umiała tak po prostu się z tym pogodzić.
Przypadkowo zahaczyła stopą o wystającą skalę i upadła twarzą w piasek. Podniosła się, wycierając się z brudu.
— Obiecałeś, że nigdy mnie nie już nie zostawisz samej — szepnęła. — KŁAMCA! — Uderzyła rękoma o podłoże. Z jej dłoni wyskoczyły czerwone ogniki, zataczając krąg wokół ciała Lucy. — Odejdź! — rozkazała ogniowi, ale ten nie wykonał jej polecenia.— Odejdź, odejdź, odejdź!
— Nie — usłyszała głos dobiegający z okolic posągu nieznanego boga.
Zlękniona podniosła się i wtem ujrzała kroczącego ku niej generała Katumi’ego — jak najbardziej żywego, w przeciwieństwie do tego, co powiedział jej Tamaki. Jego ciało niosło ślady licznych poparzeń od piorunów, którymi najpewniej poraził go Pogromca Smoków. Wyglądały niemal identycznie jak te u Katheriny.
— Podobno umarłeś — odezwała się jako pierwsza.
Katumi zahaczył palcem o posąg, po czym posłał Lucy pełen miłości uśmiech. Wzdrygnęła się, powoli cofając się.
— Nie, ja umarłem. Twój kolega mnie nieźle urządził, ale jak widać — rozłożył ręce — mam się całkiem nieźle. La Pradley to naprawdę dobry pan, skoro tak o mnie dba. Może nie tylko o mnie… — Zlustrował Lucy od góry do dołu.
— Co masz na myśli?
— Nie rozumiem. — Usiadł na kamieniu. — Nie rozumiem, dlaczego ty i Natsu wciąż żyjecie. Chcesz uciec ode mnie, a ja chcę cię zatrzymać — taka jest prawda. Jednak czy kiedyś nie zadałaś sobie pytania, dlaczego zachowujemy się jak kot i myszka? Dlaczego jedno ucieka, a drugie je goni? Po co te sekrety? Po co te tajemnice?
— To dlaczego nie zostawisz nas w spokoju? — zaproponowała. — Czasami trzeba dać spokój szukaniu odpowiedzi, po prostu i tyle.
— To nie jest szukanie odpowiedzi, tylko zwykła ciekawość. Po co wiedzieć, skoro muszę wykonywać tylko czyjeś rozkazy — wyjaśnił. — A poza tym ta „odpowiedź”, to zwyczajne „tak a nie inaczej”.
— O co ci chodzi?
— O to, że czasami nie mamy wpływu na to kim jesteśmy i co robimy.
Wstał, odwrócił się i podniósł skórzaną koszulę, ukazując głęboką bliznę na plecach po cięciu mieczem. Po co mi to pokazuje?, pomyślała Lucy, dopatrując się rozwiązania tam, gdzie nie trzeba. Katumi poprawił ubranie i ponownie stanął twarzą w twarz z dziewczyną, tym razem jednak nie atakując jej ani nie prowokując do walki.
— Wiesz, gdzie należy wypatrywać pytań?
— Tam, gdzie rodzą się wątpliwości? — zgadywała.
Mężczyzna pokręcił głową.
— Tam, gdzie masz pewność — odpowiedział tajemniczo. — Znasz ludzi, uważasz, że nic nie mogą przed tobą ukrywać, a jednak nagle okazuje się, że twoje życie lega w gruzach. Dlaczego? Bo byłaś zbyt pewna.
— Kto?
— Kto co?
— Kto jest tym, u którego miałam pewność, że go znam?
Przybliżył się do Lucy i szepnął jej do ucha to, czego nie chciała usłyszeć:
— Wszyscy. Nawet ty — dodał. — Co się wydarzyło u Wiedźmy Wymiarów? Jakie życzenie padło, a co zostało dane?
— Wiele i wiele…
— A wiesz, że mam trzydzieści pięć lat? — zagadał zagadkowo.
— Nie.
— A wiesz, że Kurtis zadał mi to cięcie? — Wskazał na bliznę.
Pokręciła głową. W jej umyśle rodziło się tyle pytań, tyle wątpliwości. Chciała przerwać przesłuchanie Katumi’ego, ale z jakiegoś powodu nie odeszła. Została. Tak, jak nakazywało jej serce i jedna myśl: „Muszę się dowiedzieć”.
— A wiesz, że Kurtis zabił Igneela?
Ponownie zaprzeczyła, czując, że padnie ostatnie pytanie.
— A wiesz, że Kurtis to mój brat?!
Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, potrzebując chwili na zastanowienie się. Jej życie nieustannie zmieniało się, dostarczając nieprzyjemnej wiedzy, której skutki wpływały nieuchronnie na życie. Gdyby teraz okazała ignorancję, robiłaby to już do końca życia. Jeśli jednak weźmie ją do serca, straci wszystko, co jej pozostało.
— Dlaczego mi to mówisz? — W końcu była gotowa na konfrontację z Katumi’m. — Dlaczego?
Zamilknął.
Wyjął z pochwy miecz i zamachnął się w stronę dziewczyny. Skupiła się i odskoczyła, wykorzystując magię ognia, której niedawno się nauczyła. Delikatnie stanęła na wystającym fragmencie muru, po czym rzuciła w przeciwnika płonącymi kulami. Bez żadnych problemów Katumi przeciął oba ataki i ruszył na nastolatkę. Na twarzy miał wymalowany pełen szaleństwa uśmiech; wypełniony dumą i satysfakcją z walki, która go czekała.
— Bo cię lubię — rzekł niespodziewanie, zatapiając ostrze w miejscu, na którym niedawno stała Lucy.
Dziewczyna przemknęła przez bloki skalne, licząc, że dadzą jej one chwilowe schronienie; myliła się.
Katumi wbił miecz w zlepek minerałów, jakby był on tylko miękkim masłem. Przesuwał go w prawą stronę, goniąc nieustannie dziewczynę próbującą w końcu wykorzystać własną magię.
— Proszę, proszę — powtarzała.
Na jej oczy zstąpiła czerwień. Świat nabrał zupełnie innych barw, gdy spojrzała na niego przez ślepia, które uzyskała od Wiedźmy Wymiarów. Magia przepływała przez każdą komórkę jej ciała, wypełniając żyły, skórę, mięśnie po wszystkie krańce, aż stanęła przez Katumi’m, nie wahając się użyć mocy. Ogień owinął się wokół palców, tworząc niewielkie pierścienie — każdy o innym zabarwieniu.
— Widzę, że nauczyłaś się czegoś po naszym ostatnim spotkaniu.
— Nie inaczej — odparła na zaczepkę przeciwnika.
— Wiesz, że łamiesz prawa, które ustaliła natura — ostrzegł ją.
— A co ty możesz wiedzieć o prawach natury?!
Wystrzeliła z dłoni szkarłatny ogień, przed którym Katumi uciekł w ostatniej chwili. Płomienie uderzyły w podłoże, zamieniając piach w szkło. Lucy wzdrygnęła się na samą myśl, jak potężne i gorące płomienie potrafi wytworzyć.
Pokręciła głową, nie chcąc nad tym rozmyślać podczas walki.
— Wiele i jeszcze więcej. Każde, nierozsądne — zaznaczył — użycie magii wiąże się z konsekwencjami. Nie umiesz panować nad ogniem, a oczy ci w tym nie pomagają.
— A dlaczego mam ci wierzyć?
— Bo Tamaki wciąż nie przyszedł!
Zamarła w bezruchu.
Rozejrzała się i, faktycznie, w tej chwili zdała sobie sprawę, że człowiek, który był tak blisko, nie przyszedł. Walka trwała już od dłuższej chwili, hałasy musiały nieść się po całej okolicy, a mimo to Tamaki nie raczył nawet sprawdzić, czy z Lucy wszystko w porządku.
Upadła przez Katumi’m, w jednej chwili tracąc wszystkie siły. Czuła się tak żałośnie, płaszcząc się przed jednym z największych wrogów, ale zdała sobie sprawę, że to co robi, nie ma sensu.
Ogniste pierścienie rozproszyły się. Oczy ponownie przybrały złotą barwę, a łzy spłynęły po policzkach dziewczyny. Objęła wzrokiem przestrzeń znajdującą się wokół niej, licząc, że może wciąż jest szansa, by coś ujrzeć — myliła się.
Katumi zdążył unieść miecz i przyłożyć go do szyi nastolatki. Mimo to nie zraził przeciwniczki ani nie zaczął jej grozić.
— Teraz mnie nie zabijesz?
Usta Katumi’ego zacisnęły się w wąską linijkę. Zamachnął się, lecz ostrze nie chciało przeciąć szyi Lucy, która była gotowa na śmierć.
— Zakończ to! — wrzasnęła.
— NIE!
Odrzucił miecz po raz pierwszy w swoim życiu. Uniósł ręce i ujrzał, jak poparzenia po ataku Tamaki’ego znikają. Najpierw tylko bladły, lecz z czasem zdrowa skóra zaczęła pokrywać miejsca, które tak dotkliwie zostały zranione. Przysiadł naprzeciw Lucy i powiedział:
— Ja umarłem.
— Gratuluję dedukcji — zażartowała.
— Nie, Kurtis mnie zabił. Ta rana na plecach była śmiertelna. Umierałem wiele dni, wdało się zakażenie, nikt nie chciał mi pomóc, więc…
Odsunął się gwałtownie, nie mogąc znieść myśli, że przez tyle lat wmawiał sobie zupełnie inną prawdę. Prawdziwe wspomnienia wyciekły zza szczelnie zamkniętych drzwi. Sam niczego nie rozumiał, a tym bardziej Lucy, która patrzyła na zrozpaczoną twarz Katumi’ego.
— La Pradley ma moc wskrzeszania ludzi — szepnął. — Tych, których wskrzesi, wykorzystuje jako sługusów. Daje im fałszywe wspomnienia i… tak wskrzesił Katherinę, mnie, Edwarda i pewnie wielu innych. Ja…
W jednej chwili na niego zstąpiły czarne, burzone chmury, z których wystrzelił złocisty piorun, trafiając prosto w Katumi’ego. Mężczyzna zatrząsł się i w ostatniej chwili zdążył jedynie posłać spojrzenie pełne przerażenia.
Lucy gwałtownie odsunęła się, czując obrzydliwy odór spalonego ciała. Zbyt szybko nastąpił atak, jednak bardziej obawiała się osoby, która za nim stała.
— Tamaki — mruknęła, zauważając podchodzącego do niej chłopaka. Wzdrygnęła się, ale starała się nie okazywać po sobie choćby zalążka strachu.
— Przepraszam, przepraszam — powiedział.
— Nie! — krzyknęła. — Nie podchodź!
— Dlaczego?

Nie potrafiła znaleźć właściwej odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Byłeś, przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że ktoś coś napisał :)