19 maja 2017

Rozdział 56

— LUCY! — oboje usłyszeli wołanie dobiegające gdzieś z oddali. Ten głos sprawił, że serce Lucy podskoczyło z radości, a Tamaki’ego zamarło — należał on do Natsu.
Oboje odczekali chwilę, jedno licząc, że to tylko sen, a drugie, że prawda. Wtem zza zniszczonego murku wyskoczył Natsu, cały i zdrowy, jedynie z kilkoma widocznymi poparzeniami na ciele. Biegł w stronę Lucy i Tamaki’ego, choć zauważalne było, że kuleje. Zaraz za nim wyskoczyła reszta załogi, nie szczędząc łez radości na widok przyjaciół. Wszyscy jednak zamarli, gdy zdołali ujrzeć niewinnie stojącego Tamaki’ego nad ciałem Katumi’ego.
— Lucy, odejdź od niego, szybko! — rozkazał Musica.
W mgnieniu oka Lucy usłuchała się przyjaciół i przybliżyła się w ich kierunku, dając możliwość otoczenia siebie. Kiedy już czule przysunęli dziewczynę do siebie, pełni nienawiści spojrzeli na Tamaki’ego. Nie atakowali; po prostu czekali. Musica skrzywił się. Jego oczy nie mogły spoglądać w stronę towarzysza. Myśli w walczyły w jego umyśle, nie chcąc, by słabość i wiara w przyjaciół przyćmiła zdrowy rozsądek.
— Nie rozumiem… — odparł zmieszany Tamaki. — Przecież… Przecież… — Rozłożył ręce. Niewątpliwie był przerażony sposobem, w jaki został potraktowany przez własnych przyjaciół. Zmieszanie wyryło się na jego twarzy, sprawiając wrażenie, że chłopak naprawdę nie pojmuje sytuacji.
— Czego nie rozumiesz?! — Akira ruszyła do ataku na słowa. — Cholero jedna, zaatakowałeś Natsu i niemal go zabiłeś!
— To on mnie zaatakował — bronił się, choć zwątpienie nie ominęło i jego. Czuł w głębi serca, że opowieść gryzie się z tym, co twierdzą załoganci. — To nie ja… — Oparł się plecami o kamienny mur i zasłonił oczy rękoma. — To ja — oświadczył ku zaskoczeniu wszystkich.
Chwila.
Jedynie kilka sekund wystarczyła, by aura wokół Tamaki’ego zmieniła się nie do poznania. Przepiękny młodzieniec o delikatnym, porywającym serca dziewczyn uśmiechu nagle spowił się ciemnością i smutkiem. Łzy zaczęły spływać po bladych policzkach, lecz beznamiętnie otarł twarz i powstał.
Niespodziewanie z jego dłoni wystrzelił złocisty piorun, który pomknął ku Akirze. Kobieta uchyliła się, natychmiastowo odpowiadając na atak. Wokół rąk zebrała wodę, tworząc z nich płynne macki. Niczym z bicza strzeliła w stronę Tamaki’ego, nie wahając się choćby przez moment. Gotowa, by zabić przeciwnika, ruszyła przed siebie. Cięła wszystko, co tylko napotkała na swojej drodze, aż z szału bitewnego wyrwał ją krzyk Kurtisa:
— Przestań!
Zamarła w bezruchu na moment, lecz doszła do siebie wystarczająco szybko, by zadać kolejny cios.
— To nie jest człowiek, którego znacie, MATOŁY! — wrzasnęła.
Lucy odsunęła się od walczących i podeszła do Natsu, który zaraz pochwycił ją w swoje ramiona. Przydusił dziewczynę do siebie najmocniej jak tylko potrafił. Odsunął się jednak, czując zażenowanie wobec osoby, która była mu tak bliska, a którą tak skrzywdził.
— Przepraszam — szepnął, kładąc dłoń na policzku Lucy. — Obiecuję, że teraz…
Przystawiła mu palec do ust, zakazując mówić. Posłała mu blady uśmiech i odsunęła od siebie, mówiąc:
— Nie obiecuj, bo spełnianie obietnic ci nie wychodzi.
— Lucy, ja…
— Ty wiesz jak ja się czułam?! — krzyknęła.
Walka Akiry i Tamaki’ego trwała w najlepsze, lecz nikt z załogantów nie odważył się ruszyć na pomoc komukolwiek. Stali w milczeniu, przyglądając się sytuacji nie do wyobrażenia. Tamaki posyłał błyskawice we wszystkie strony; jedna z nich trafiła Akirę w przedramię, lecz tylko na moment przejęła się skurczem, gdyż później ruszyła i w odwecie zraniła mężczyznę w udo. Była to niewielka rana, ale wystarczająca, by zaczęła poważnie krwawić.
— Lucy czuła się samotna! — rzekł nagle Tamaki. — Potrzebowała kogoś, kto nie odepchnie jej, gdy będzie chciała pomóc. Ona także wiele straciła tego dnia, gdy zostaliście skazani, a zachowywałeś się, Natsu, jakbyś to ty był najbardziej poszkodowany. Odtrącałeś od siebie Lucy w momencie, gdy potrzebowała ciepła drugiego człowieka.
Tamaki zamarł.
Bez żadnych przeszkód Akira złapała go mackami, zadając mu cios prosto w brzuch. Wnętrzności wylały się na piaszczystą powierzchnie, a krew spłynęła po nogach chłopaka. Zachwiał się, ale wciąż utrzymywał równowagę. Nie atakował, tylko przyglądał się własnym organom, które znajdowały się poza ciałem. Z jego ust wydobyła się krwawa piana, brocząc nieskazitelną twarz i szyję. Szedł jak marionetka potykając się o niemal każdy kamień leżący na przeszkodzie.
Załoganci odwrócili się.
Jeden za drugim pragnęli ruszył i pochwycić w swe ramiona człowieka, z którym walczyli, ucztowali i podróżowali. W najstraszniejsze burze, najniebezpieczniejsze misje, w najsmutniejsze chwile trzymali się razem, popijając dobrego grzańca, śpiewając i tańcząc. Lecz jak za sprawą zaklęcia, dziś stanęli po różnych stronach. A to, co do tej pory stworzyli, zniknęło wśród łez i błagań o cud z niebios.
— Nie tylko Katherina — odezwała się Lucy. — Nie tylko Katherina zginęła, ty również, Tamaki.
— Lucy — wykrzywił twarz w pełnym bólu wyrazie — błagam, uratuj mnie! – powiedział, znajdując ostatnie krople nadziei w decyzji dziewczyny.
Rozległ się krzyk.
 W okolicy serca pojawiło się zakrwawione ostrze, które przeszyło Tamaki’ego od tyłu. Przyklęknął na piasek, po czym upadł twarzą do podłoża.
— TAMAKI! — wrzasnęła przerażona Lucy, próbując dostać się do przyjaciela.
Natsu złapał dziewczynę w talii, ciągnąc ją w swoją stronę. Widział stojącego nad ciałem Katumi’ego, jeszcze przed kilkoma minutami martwego przeciwnika. Dragon nie mógł dopuścić do tego, by Lucy wyrwała się w jego uścisku i wbiegła prosto w paszczę bestii. Krzyczała, drapała go po twarzy, lecz już nic nie miało znaczenia.
— Wycofujemy się! — rozkazał na całe gardło Musica, zauważając, że ich szanse na zwycięstwo bladną przy sile przeciwników i ich zdolności do regeneracji.
— Nie! — oponowała Lucy, wyrywając się mężowi z uścisku. — Jeśli on tu zostanie, ponownie go wskrzeszą!
Katumi przeskoczył nad uciekającymi załogantami, lądując dokładnie przed Lucy i Natsu. Uśmiechnął się cierpko, po czym chwycił dziewczynę, przyciągając do siebie. Pochylił się nad nią i szepnął do ucha:
— Możesz nas uwolnić.
Odepchnął ją od siebie, widząc, że Natsu zaczyna atakować ostrzem wiatru. Skumulował wokół siebie wiatr i cisnął nim w zaskoczonego Katumi’ego. Rękoma zasłonił oczy, broniąc się przed licznymi cięciami. Jednak mimo odniesionych obrażeń, ekscytacja w nim tylko wzrastała. Serce przyspieszało na myśl, jak wiele radości może w końcu przynieść mu walka z Natsu. Raz już się zawiódł, wtedy gdy chłopak dał sobie obciąć rękę. Dlatego liczył, że ta sytuacja już się nie powtórzy.
Ruszył przed siebie, wystawiając przed siebie ukochany miecz. Jednak wystarczało tylko podejść do Natsu i już siła wiatru odpychała go na znaczną odległość. Tę chwilę nieuwagi wykorzystali załoganci, pakując się na ukochany statek. Mechanicy weszli jako piersi, a zaraz za nimi Hughes — wyborowy strzelec ze znacznych odległości. Kurtis, Musica, Akira i małżeństwo Dragon pozostało na lądzie, przyglądając się zmaganiom Katumi’ego. Znajdowali się najbliżej wiru, dlatego opuszczenie stanowisko graniczyło z cudem.
Lucy ścisnęła w dłoni naszyjnik, który otrzymała od Zerefa. Miała wrażenie, że przedmiot palił jej ręce, choć żaden widoczny ślad nie ostał się na dłoniach. Tajemniczy głos szeptał do jej ucha: „Wypowiedz życzenie”, ale ona ze wszystkich sił starała się być głucha na wołania.
— No i jestem uwięziona z tymi debilami. — Ciszę przerwała narzekająca Akira.
— O co ci chodzi? — spytał naburmuszony Musica. — Uratowaliśmy cię i przyjęliśmy do załogi, więc powinnaś nam być wdzięczna.
— I ogromnie jestem, wielcy wojownicy. — Teatralnie wzniosła ku niebiosom. — Tylko cała ta zabawa nie powinna mieć w ogóle miejsca.
Lucy zgadzała się ze zdaniem Akiry, ale bała wyrazić swoją opinię na głos.
— Prawdopodobnie — wtrącił się Kurtis. — Prawdopodobnie miałaś zginąć wraz z trzecim kontynentem. A może sama już dawno wyzionęłaś ducha i teraz starasz się udawać naszą „przyjaciółkę”?
— Odszczekaj to! — wrzasnęła. — Nie miałam nawet jak mieć kontaktu z tym całym La Pradleyem! Poza tym okazało się, że to Tamaki był zdrajcą.
— Tamaki NIE JEST ZDRAJCĄ! — zaprzeczył stanowczo Musica.
Sytuacja robiła się nieprzyjemna. W powietrzu było czuć narastające napięcie, które z każdą chwilą dawało Lucy do zrozumienia, że już niczego nie można odkręcić. Przyjaciele rzucali w siebie oskarżeniami, ale równie dobrze każde z nich miało trochę racji.
— La Pradley umie wskrzeszać zmarłych i wykorzystywać ich wedle swojej woli — odparła nagle Lucy, postanawiając, że należy zakończyć tę bitwę. — To nie jest ich wina. Tamaki i Katherina umarli kilka lat temu, Katumi zginął z rąk Kurtisa, swojego brata.
Na parę chwil całkowicie zmroziło wszystkich, do których dotarły słowa Lucy.

— Szukamy winnego, staramy się nie widzieć własnych błędów, ale może cała ta walka sprowadza się do tego, że nie potrafiliśmy być szczerzy wobec siebie? Ale może właśnie tak miało się stać. Bo dlaczego mieliśmy się obdarzyć wzajemnym zaufaniem? Nie znamy się, a nawet jeśli kogoś znaliśmy, to okazywało się, że to był tylko fałsz. — Kątem oka spojrzała na Natsu. — Przepraszam — szepnęła.

No, to teraz przez jeszcze 2 tygodnie rozdziały i PRZERWA aż do SIERPNIA. Przepraszam wszystkich, ale wiem, że zrozumiecie. Sesja, obrona pracy licencjackiej, więc się aż prosi o trochę wolnego. nie mam czasu ani siły, by pisać. Dlatego będzie przerwa, ale jeszcze na 2 tygodnie mam rozdziały!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Byłeś, przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że ktoś coś napisał :)